Problem z jabłkami już na starcie sezonu. Eksporter mówi o 30 proc. spadku
Nowy sezon jabłkowy w Polsce ruszył później niż przed rokiem, a eksporterzy na razie ostrożnie podchodzą do szacowania zbiorów. W sadach widać skutki majowych przymrozków, a lokalnie także gradu. Fruit-Group szacuje, że w grupie ilość jabłek może być około 30 proc. niższa niż w poprzednim sezonie.
Początek tegorocznego sezonu jest nietypowy także z innego powodu. Poprzednia kampania zakończyła się wyjątkowo późno – jabłka z ubiegłorocznych zbiorów były dostępne w sprzedaży jeszcze długo po rozpoczęciu przygotowań do nowego sezonu.
– Sezon rozpoczął się bardzo intensywnie. Wrzesień to okres, w którym zaczynamy oferować nowy zbiór. Analizujemy rynek, oceniamy jakość owoców i nasze możliwości – mówi Emilia Lewandowska z Fruit-Group.
Zbiory późniejsze niż przed rokiem
Tegoroczny sezon wystartował około dwóch tygodni później niż w ubiegłym roku. Zdaniem przedstawicielki Fruit-Group opóźnienie pozwoliło jednak rynkowi w większym stopniu wchłonąć jabłka z poprzedniej kampanii, zanim pojawiła się większa podaż nowego zbioru.
Na dokładniejsze określenie dostępnych owoców trzeba jednak jeszcze poczekać. Dopiero przebieg zbiorów pokaże, ile owoców faktycznie będzie nadawało się do sprzedaży i eksportu.
– Na tym etapie trudno określić mierzalne cele, ponieważ dopóki jabłka nie zostaną zebrane, nie będziemy dokładnie wiedzieć, jakimi wolumenami dysponujemy – zaznacza Lewandowska.
Przymrozki i grad ograniczają podaż
Jednym z najważniejszych czynników wpływających na tegoroczną produkcję były majowe przymrozki. W ostatnich miesiącach lokalnie pojawiał się również grad, który uszkadzał skórkę owoców i wpływał na ich jakość handlową.
Sytuacja jest przy tym mocno zróżnicowana pomiędzy gospodarstwami. Są sady, w których wielkość zbiorów będzie zbliżona do ubiegłorocznej, jednak – jak wskazuje Fruit-Group – w większości przypadków wolumen będzie wyraźnie niższy.
Firma szacuje obecnie, że w grupie jej producentów dostępność jabłek może być około 30 proc. niższa niż w poprzednim sezonie.
Mniej niektórych odmian. Problemem z Red Jonaprince
Niższa podaż może być szczególnie odczuwalna w przypadku odmian, które w poprzednich latach stanowiły ważną część sprzedaży eksportowej.
Jedną z nich jest Red Jonaprince. Mniejsza dostępność tej odmiany oznacza dla eksporterów ograniczenie możliwości realizacji części dotychczasowych kontraktów i sprzedaży na rynkach zagranicznych.
Fruit-Group chce mimo wszystko utrzymać sprzedaż na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Przy mniejszej podaży będzie to jednak znacznie trudniejsze.
Gala ważna dla eksportu
Jednym z celów firmy pozostaje eksport Gali od września do lutego, przede wszystkim z przeznaczeniem na rynki zagraniczne. To okres, który eksporterzy postrzegają jako szczególnie istotny dla sprzedaży polskich jabłek tej odmiany na światowych rynkach.
Tegoroczna podaż może jednak ograniczyć możliwości zwiększania wolumenów. Przy mniejszej dostępności owoców kluczowe będzie nie tylko pozyskanie odpowiedniej ilości jabłek, ale także utrzymanie ich jakości i odpowiednie przygotowanie do sprzedaży.
Rosną koszty produkcji i eksportu
Mniejsza podaż to niejedyny problem, z którym mierzą się obecnie producenci i eksporterzy. Równocześnie rosną koszty prowadzenia działalności.
– Koszty rosną na każdym etapie naszej działalności. Produkcja jest bardzo wymagająca, a koszty pracy, środków ochrony roślin i paliwa są nieuniknionymi elementami naszego biznesu. Koszty te rosną z roku na rok – wskazuje Lewandowska.
W takich warunkach szczególnego znaczenia nabiera bieżąca kontrola kosztów i dokładne analizowanie opłacalności poszczególnych etapów produkcji oraz sprzedaży.
Fruit-Group zamierza jednocześnie rozwijać współpracę z dotychczasowymi odbiorcami i umacniać swoją obecność na rynkach, na których firma już działa. Tegoroczny sezon może być jednak wymagający zarówno ze względu na niższe wolumeny, jak i rosnące koszty działalności.